W czwartkowy wieczór oczy całej piłkarskiej Hiszpanii zwrócą się ku Madrytowi, gdzie na stadionie Metropolitano dojdzie do pierwszego aktu półfinałowej batalii o Puchar Króla. Naprzeciw siebie staną dwie potęgi, które w 2026 roku dominują w ligowej tabeli: broniąca tytułu FC Barcelona oraz głodne sukcesu Atletico Madryt. Stawka jest ogromna – zaliczka przed rewanżem na Camp Nou i realna szansa na najstarsze trofeum w kraju.
Rewanż za grudniową lekcję
Ostatnie spotkanie tych drużyn, rozegrane na początku grudnia w ramach La Liga, było pokazem siły podopiecznych Hansiego Flicka. Choć Atletico objęło prowadzenie po trafieniu Alexa Baeny, „Blaugrana” odpowiedziała z bezlitosną precyzją, aplikując rywalom trzy gole i kończąc ich passę siedmiu zwycięstw z rzędu. Dla Diego Simeone czwartkowy mecz to nie tylko walka o finał, ale przede wszystkim szansa na udowodnienie, że potrafi zatrzymać rozpędzoną machinę z Katalonii.
Droga obu ekip do tego etapu była skrajnie różna. Atletico w imponującym stylu rozbiło Real Betis 5:0, prezentując światu Adomolę Lookmana, który w swoim debiucie wpisał się na listę strzelców. Z kolei Barcelona musiała drżeć o wynik do ostatnich sekund starcia z drugoligowym Albacete, wygrywając rzutem na taśmę 2:1. Ta nerwowość w szeregach obrońców tytułu daje kibicom „Rojiblancos” nadzieję na przełamanie dominacji Barcy.
Szpital w szatniach i taktyczne szachy
Obaj szkoleniowcy podchodzą do tego starcia z poważnymi brakami kadrowymi. Największym ciosem dla Barcelony jest absencja Marcusa Rashforda, który po stłuczeniu kolana w ostatnim meczu ligowym musiał zrezygnować z wyjazdu do Madrytu. Hansi Flick wciąż nie może korzystać z usług Pedriego i Gaviego, co zmusza go do postawienia na młodego Marca Bernala w środku pola.
Sytuacja w Madrycie jest równie napięta. Diego Simeone do ostatniej chwili czeka na raporty medyczne dotyczące Marca Pubilla i Nicolasa Gonzaleza. Brak Johnny’ego Cardoso w drugiej linii może zmusić „Cholo” do bardziej zachowawczego ustawienia, licząc na błysk geniuszu Antoine’a Griezmanna i fizyczność Lookmana w kontratakach.
Historia i rekordy w tle
Barcelona to niekwestionowany król tych rozgrywek – z 32 tytułami na koncie deklasuje resztę stawki. Od czasu słynnej serii czterech zwycięstw z rzędu w latach 2015-2018 żadnej drużynie nie udało się obronić trofeum rok po roku. Jeśli Robert Lewandowski i spółka chcą tego dokonać, muszą przetrwać piekło Metropolitano. Statystyki przemawiają za gośćmi (113 zwycięstw w historii bezpośrednich starć), ale mecze pucharowe między tymi zespołami od lat rządzą się swoimi, nieprzewidywalnymi prawami.
Początek meczu o godzinie 21:00. Emocje gwarantowane, zwłaszcza że zwycięzca tego dwumeczu niemal na pewno stanie się faworytem do końcowego triumfu, biorąc pod uwagę wcześniejsze odpadnięcie Realu Madryt


