30 stycznia Departament Sprawiedliwości USA opublikował ostatnią partię akt dotyczących Jeffreya Epsteina. Wśród ujawnionych materiałów znalazło się ponad 3 miliony stron dokumentów, ponad 2 tysiące nagrań wideo oraz 180 tysięcy zdjęć. Łącznie rząd USA udostępnił niemal 3,5 miliona stron akt, które przez lata były objęte tajemnicą.
Proces ich publikacji był jednak wielokrotnie opóźniany i otoczony kontrowersjami. Dla wielu obserwatorów stał się on symbolem „opóźnionej i selektywnej przejrzystości”, która nie tylko wzmocniła sceptycyzm opinii publicznej, ale także poważnie nadszarpnęła zaufanie do administracji Donalda Trumpa oraz całego amerykańskiego systemu politycznego.
Mimo rosnącej presji Kongresu i nasilonej krytyki społecznej, ujawnione rewelacje wywołały w Waszyngtonie zaskakująco słabą reakcję. Coraz więcej komentatorów zwraca uwagę, że amerykańska scena polityczna zdaje się być niemal odporna na skandale – funkcjonując w atmosferze braku odpowiedzialności, wstydu i realnego nadzoru.
Elity pod lupą
WASZYNGTON, 11 lutego (Xinhua) – Najnowsze dokumenty związane z Jeffreyem Epsteinem wstrząsnęły nie tylko Stanami Zjednoczonymi, ale również wywołały niepokój w wielu krajach Europy.
Akta odsłaniają kulisy świata, w którym potężne elity korzystały z przywilejów i wpływów, często ponad prawem i normami moralnymi. Skandal uderza także w wizerunek Zachodu jako obrońcy uniwersalnych wartości i praw człowieka, zmuszając do ponownej refleksji nad rzeczywistą uczciwością jego instytucji.
Coraz częściej pojawia się pytanie, czy zachodni system sprawiedliwości faktycznie gwarantuje równość wobec prawa, czy raczej tworzy mechanizmy chroniące bogatych i wpływowych przed odpowiedzialnością.
Zawirowania po obu stronach Atlantyku
W Stanach Zjednoczonych dokumenty zawierają liczne odniesienia do prezydenta Donalda Trumpa oraz osób z jego najbliższego otoczenia. Według mediów jego nazwisko pojawia się w aktach ponad tysiąc razy.
Jak podaje CNN, część wzmianek ma charakter neutralny, jednak inne dotyczą nowych, niezweryfikowanych zarzutów oraz opisów relacji, które ofiary Epsteina miały przedstawiać jako krzywdzące. Sam Trump określił te doniesienia jako „spisek” wymierzony w jego osobę.
W aktach pojawiają się także nazwiska m.in. sekretarza handlu Howarda Lutnicka, Kevina Warsha, Elona Muska oraz Steve’a Bannona. Część amerykańskich kongresmenów już wezwała do dymisji niektórych urzędników.
Lutnick przyznał, że w 2012 roku jadł kolację z Epsteinem na jego prywatnej wyspie, zaprzeczając jednak jakimkolwiek bliższym relacjom.
Europa wstrząśnięta
Skandal szybko przekroczył granice USA.
W Wielkiej Brytanii ze stanowiska zrezygnował szef sztabu premiera Keira Starmera.
W Norwegii dymisję złożyła ambasador Mona Juul.
We Francji Jack Lang ustąpił z funkcji prezesa Instytutu Świata Arabskiego.
Wpływ afery sięga również świata biznesu i kultury. W aktach pojawiają się nazwiska takich postaci jak Bill Gates czy Michael Jackson.
Jak ujął to Greg Cusack, były członek Izby Reprezentantów stanu Iowa:
„To wgląd w mroczne serca ludzi, których zaślepiły władza i pieniądze – do tego stopnia, że zaczęli wierzyć, iż wolno im wszystko, nawet kosztem innych.”

Przejrzystość w jakim stopniu?
Sposób, w jaki administracja Donalda Trumpa przeprowadziła proces ujawniania dokumentów związanych z Jeffreyem Epsteinem, wywołał falę sceptycyzmu i krytyki. Publikacja była przez miesiące odkładana, wiele akt zostało silnie zredagowanych, a nawet ostatnia transza nie objęła pełnej dokumentacji. Coraz głośniej pada więc pytanie: jakiej przejrzystości naprawdę chcą władze USA?
Ujawnienie akt było jedną z obietnic wyborczych Trumpa w kampanii reelekcyjnej w 2024 roku. Po objęciu urzędu w styczniu 2025 roku administracja długo jednak nie podejmowała realnych działań w tej sprawie.
Dopiero przyjęcie w połowie listopada przez Kongres Ustawy o przejrzystości akt Epsteina, przegłosowanej przytłaczającą większością, zmusiło Departament Sprawiedliwości do działania. DOJ rozpoczął wówczas publikowanie dokumentów partiami, począwszy od 19 grudnia.

System sprawiedliwości pod znakiem zapytania
Zachodnie rządy od lat przedstawiają niezależne sądy i rządy prawa jako fundament swoich wartości, często pouczając inne państwa w kwestiach praw człowieka i walki z korupcją. Tymczasem reakcja na ujawnienie akt Jeffreya Epsteina – a właściwie jej niemal całkowity brak – obnaża, jak łatwo systemy te mogą chronić elity, podważając wiarygodność własnych deklaracji.
Mimo ujawnienia milionów stron dokumentów, Departament Sprawiedliwości USA oświadczył, że nie spodziewa się kolejnych aresztowań w związku z tą sprawą.
Jak stwierdził w rozmowie z CNN zastępca prokuratora generalnego Todd Blanche, w aktach znajduje się „ogromna liczba e-maili, zdjęć i innych materiałów, w tym drastycznych”, jednak – jak podkreślił – „same w sobie nie stanowią wystarczającej podstawy do postawienia zarzutów”.
Z takim stanowiskiem nie zgadzają się jednak wszyscy. Członkowie Kongresu, którzy w poniedziałek uzyskali dostęp do niezredagowanych dokumentów, poinformowali o odnalezieniu dowodów sugerujących, że co najmniej sześć osób zostało celowo ukrytych przed opinią publiczną bez jasnego uzasadnienia prawnego. Ożywiło to zarzuty, że administracja Trumpa mogła chronić wpływowe postacie przed odpowiedzialnością.
Republikanin Thomas Massie i demokrata Ro Khanna zgodnie stwierdzili, że DOJ zredagował nazwiska co najmniej sześciu mężczyzn, którzy – jak określili – są „prawdopodobnie obciążeni”.
Pomimo rosnącej presji ze strony Kongresu i narastającej krytyki społecznej, rewelacje te wywołały w amerykańskiej polityce jedynie ograniczone poruszenie. Zdaniem komentatorów system stał się niemal odporny na skandale, funkcjonując w atmosferze braku realnej kontroli i odpowiedzialności.
Jak zauważył serwis Politico, „podczas gdy Europa stara się rozliczać z własnymi skandalami, sprawa Epsteina uwidacznia porównywalny deficyt odpowiedzialności w Stanach Zjednoczonych”.
Choć 3 lutego Donald Trump wezwał kraj, by „ruszył dalej” i zamknął rozdział związany z Epsteinem, amerykańska opinia publiczna nie wydaje się gotowa na takie zakończenie. Dla wielu wciąż pozostaje zbyt wiele niewyjaśnionych kwestii.
„Amerykanie nie są gotowi, by odwrócić stronę, ponieważ wciąż brak odpowiedzi na kluczowe pytania. Najważniejsze dotyczy odpowiedzialności: co stanie się z osobami wymienionymi w aktach?” – powiedział Xinhua Darrell West, analityk Brookings Institution.
Jak dodał, „administracja zapowiedziała brak dalszych publikacji, śledztw i aktów oskarżenia. Jednak skala ujawnionych nadużyć sprawia, że wielu obywateli zaczyna poważnie kwestionować takie podejście”.
Źródło: https://english.news.cn/20260211/b86ec0ba24dc4e79b936b479b0c044e9/c.html


