„Nie miałam zamiaru bić rekordów”: pierwsza pakistańska zawodniczka MMA

Anita Karim opowiada o swojej drodze do sportów walki przed pierwszą w historii kraju zawodową walką MMA kobiet.

Islamabad, Pakistan – Sześć miesięcy po rozpoczęciu treningów jako zawodniczka mieszanych sztuk walki (MMA), Anita Karim walczyła z ojcem na podłodze w ich salonie, nokautując go w sześć sekund.

Siedząc w tętniącej życiem kawiarni w stolicy Pakistanu w łagodny październikowy dzień, Anita śmieje się, wspominając tamto letnie popołudnie w 2017 roku.

„Tata był silniejszy i pociągnął mnie w dół, ale ja miałam lepszą technikę, więc zaszłam mu za plecy i zastosowałam duszenie zza pleców – chwyt duszący ze sztuk walki – i liczyłam sekundy, aż stracił przytomność” – mówi.

„Szybko odzyskał przytomność” – dodaje – „ale nie wcześniej niż moja mama nakrzyczała na mnie, że próbowałam zabić mojego ojca”.

Jej ojciec był jednak pod wrażeniem jej umiejętności.

Była to pierwsza podróż Anity z powrotem do rodzinnego domu w Karimabadzie, historycznym mieście w górzystym regionie Gilgit-Baltistan w północnym Pakistanie, położonym 2500 metrów (8200 stóp) nad poziomem morza i 700 km (435 mil) od Islamabadu, gdzie mieszkała i trenowała ze swoimi trzema starszymi braćmi.

Kilka miesięcy wcześniej, podczas napiętej rozmowy telefonicznej, powiedziała rodzicom, że jej serce jest oddane MMA i że rezygnuje z uniwersytetu, aby zostać zawodniczką.

Ubrana w jasnoniebieskie dżinsy, białą koszulkę i brązową kurtkę typu bomber, Anita uśmiecha się, opowiadając o swojej podróży w brutalny świat walk MMA.

MMA to sport walki o pełnym kontakcie, który łączy techniki z boksu, grapplingu, karate, brazylijskiego jiu-jitsu i kickboxingu. Typowa walka MMA pozostawia obu zawodników z zakrwawioną twarzą, posiniaczonym ciałem, opuchniętymi oczami i, sporadycznie, złamanymi kończynami.

Przed międzynarodowym debiutem Anity w lipcu 2018 roku żadna kobieta z Pakistanu nigdy nie startowała w międzynarodowej walce MMA.

Teraz, osiem lat później, Anita przygotowuje się do wejścia na ring jako faworytka publiczności, gdy w sobotę Pakistan będzie gospodarzem pierwszej w historii zawodowej walki MMA kobiet. Będzie walczyć z Parisą Shamsabadi z Iranu o mistrzostwo kobiet.

„Brakujący element”

MMA nie pojawiło się w krajobrazie sportowym Pakistanu aż do wczesnych lat 2010., i nie zostało oficjalnie uznane za sport w tym kraju aż do 2020 roku.

Ale Anita zlekceważyła ostrzeżenia i zamieniła miejsce na renomowanej krajowej uczelni na zawód, w który żadna Pakistanka wcześniej się nie odważyła. Nie było gwarancji stałego dochodu ani akceptacji w zdominowanym przez mężczyzn sporcie.

Mimo to jej ojciec, Nisar, i matka, Nelofar, niechętnie pozwolili córce kontynuować, ale nie bez obaw i ostrzeżenia: nie będzie żadnego poddawania się, gdy zrobi się ciężko.

„Nie miałam nic przeciwko, gdy rodzice powiedzieli mi, że nie mogę zawrócić z drogi, którą obrałam, aby zostać zawodniczką MMA. Sztuki walki były czymś, z czym dorastałam, więc byłam zdeterminowana, aby zrobić karierę w tym sporcie” – mówi rzeczowo.

Nisar, który pracował jako ochroniarz, od dawna interesował się sportami walki, a jego trzej synowie – Uloomi Karim, Ali Sultan i Ehtisham Karim – wszyscy próbowali swoich sił w MMA na długo przed tym, zanim ich siostra została międzynarodową sportsmenką.

Po ponad 10 minutach siedzenia w kawiarni Anita nie wydaje się zainteresowana kupowaniem kawy ani nawet butelki wody. Chętnie kontynuuje swoją historię, która skręca w stronę jej braci i tego, jak ich siłownia w Islamabadzie, Fight Fortress, stała się dla niej bramą do tego sportu.

„Moi bracia zaczynali trenować innych sportowców na małym skrawku trawy w parku, a teraz ich siłownia jest jednym z najbardziej poszukiwanych miejsc do treningów MMA” – mówi Anita, jej twarz promienieje dumą.

Początkowo chodziła na siłownię, żeby po prostu spędzać czas z braćmi. Stopniowo Anita zaczęła angażować się w lekkie treningi, aby utrzymać formę i wznowić swoje wcześniejsze treningi sztuk walki.

Obserwowanie treningów braci dało Anicie do myślenia. Wyobrażała sobie siebie z silnym ciałem, zestawem najlepszych ruchów MMA i ramionami uniesionymi w geście zwycięstwa.

„Czułam, że w MMA znalazłam brakujący element życia”.

Forma samoobrony

Minęło kilka godzin po piątkowych modlitwach południowych, a kawiarnia tętni teraz życiem z popołudniowym napływem klientów – studenci zasiadający z filiżanką kawy i książkami, kierowcy dostawczy odbierający zamówienia oraz grupy młodych mężczyzn i kobiet robiących sobie selfie i rozmawiających przy kawie.

Anita wydaje się jednak nieświadoma otoczenia i rosnącego poziomu hałasu, gdy przenosi się w czasie do swojego dzieciństwa.

Urodzona 2 października 1996 roku w rodzinie Burusho, grupy etnolingwistycznej, Anita mówi, że wychowała się w „prostym, średniej klasy stylu życia” w górach.

Mieszkańcy Karimabadu liczą około 15 000 osób i w większości wyznają ismailizm, odłam islamu szyickiego, i utrzymują się z rolnictwa.

Rodzinne miasto Anity jest stolicą dystryktu Hunza i leży w dolinie znanej jako klejnot korony zapierającego dech w piersiach północnego krajobrazu Pakistanu, z lodowato niebieskimi rzekami, ośnieżonymi górami, bujnymi zielonymi tarasami sadów owocowych, wiekowymi fortami i lodowcami.

Tarasowy dom rodziny został wbudowany w surowe góry Karakorum.

„Jak większość innych domów w mieście, nasz również znajdował się wysoko nad rzeką i oferował spektakularne widoki na dolinę” – mówi.

Anita budziła się, by zobaczyć wschód słońca zza pokrytego śniegiem Rakaposhi (Świetlistej Ściany), 27. najwyższej góry na świecie, i niechętnie opuszczała ciepłe łóżko w mroźne poranki, by rozpocząć dzień w szkole.

Ona i jej bracia, podobnie jak większość lokalnych dzieci, chodzili do szkoły wąskimi, nierówno nachylonymi uliczkami, które biegną przez Karimabad. Biorąc pod uwagę krótkie dystanse i głównie nieutwardzone drogi, chodzenie było sposobem poruszania się większości mieszkańców przez dziesięciolecia.

Po szkole Anita udawała się na lekcje taekwondo, na które zapisał ją ojciec.

„W pewnym sensie mój ojciec wzbudził we mnie zainteresowanie sportami walki, zachęcając mnie do taekwondo, gdy miałam siedem lat” – mówi.

„Chciał, żebym uczyła się sztuk walki, abym mogła być silna jak moi bracia i jako forma samoobrony. Uważał, że siła fizyczna może zaszczepić we mnie poczucie niezależności od najmłodszych lat”.

29-latka wspomina, jak próbowała wymknąć się po szkole, by pobawić się z przyjaciółmi w okolicy, tylko po to, by tata ją złapał i pociągnął z powrotem na lekcje. „Nigdy nie martwił się moimi ocenami, ale nie odważyłabym się opuścić tych pozaszkolnych zajęć ze sztuk walki” – wspomina.

Anita wyjaśnia, że dla Nisara ważne było, aby potrafiła się bronić.

Pochylając się do przodu po kilku sekundach ciszy, wspomina incydent, gdy mężczyzna ścigał ją, gdy pracowała na polach.

„Nie byłam zbyt daleko od domu, więc pośpieszyłam z powrotem i powiedziałam ojcu, który wyszedł i wściekle pobił tego mężczyznę. Dodałam też kilka kopnięć” – wspomina z gorzkim śmiechem.

Przywołuje to więcej wczesnych wspomnień z walk. Polegały one na wykorzystywaniu niektórych jej umiejętności w sąsiedzkich potyczkach między dziećmi.

„Byłam wysyłana do wszystkich sąsiedzkich walk, zwłaszcza jeśli brały w nich udział chłopcy. Tak, brałam udział w wielu z nich i pobiłam wielu chłopców”.

Dzieciństwo w górach

Po urodzeniu trzech synów, ojciec Anity rozpieszczał ją i w większości zawsze stawiała na swoim – od uchodzenia na sucho z okazjonalnymi słabymi ocenami w szkole po późniejsze uzyskanie jego zgody na wybór kariery. Ale nie mogła tego samego zrobić ze swoją matką „wojskowym szefem”, która uczyła ją obowiązków domowych.

Nelofar, gospodyni domowa, która później pracowała jako pani herbatnikowa w lokalnym college’u, zmuszała swoją 10-letnią córkę do pomocy w gotowaniu, sprzątaniu i praniu.

Anita wykonywała również wyczerpujące zmiany w polu.

„Wczesne lata treningu fizycznego”, jak nazywa je z sarkastycznym śmiechem, obejmowały wspinaczkę z powrotem do domu w góry z nisko położonych tarasowych pól w dolinie, z ciężkim ładunkiem na plecach.

„Nosiliśmy worki pełne moreli z rodzinnego gaju wiosną i latem, ostatnie zielone liście i trawę dla bydła mojej rodziny jesienią oraz drewno opałowe zimą” – mówi nonszalancko, wskazując, jak było to osadzone w codziennym życiu górskich dzieci.

Trudne wędrówki do domu czasem trwały godzinę lub dłużej, a po nich następowało zadanie mycia i rozkładania ciemnozłotych moreli do wysuszenia na słońcu.

I choć Anita nie przepadała za wykonywaniem tych mozolnych zadań jako uczennica, wspomina tamte lata z wdzięcznością.

„To powrót do moich korzeni, część mojej tożsamości, której nie chcę zostawiać za sobą – nie żebym miała duży wybór, bo mama wciąż trzyma mnie w gotowości, gdy wracam do domu” – żartuje, dodając, że jest wdzięczna za możliwość oderwania się od miejskiego zgiełku.

Chociaż jej dzień był wypełniony obowiązkami i lekcjami pozaszkolnymi, które obejmowały również wieczorne zajęcia w lokalnym centrum religijnym, od Anity oczekiwano dobrych wyników w szkole i ostatecznie pójścia na uniwersytet.

Hunza słynie z wysokiego wskaźnika alfabetyzacji – 95 procent w porównaniu do średniej krajowej wynoszącej 61 procent – oraz z zapewniania równych szans edukacyjnych i przedsiębiorczych dla mężczyzn i kobiet. Jest to anomalia, zwłaszcza w odległym regionie Pakistanu, gdzie wiele dziewcząt w podobnie odizolowanych wioskach i miastach nie ma dostępu do edukacji podstawowej. Ogólnie rzecz biorąc, jedna na pięć dziewcząt w kraju wychodzi za mąż przed ukończeniem 18 roku życia.

Anita przypisuje zasługi liderom swojej społeczności, a konkretnie Aga Khanowi, duchowemu przywódcy międzynarodowej społeczności szyickich muzułmanów ismailickich, za zachęcanie rodziców do kształcenia córek.

„Podążamy za wskazówkami i instrukcjami naszego [ismaickiego] imama. Pomaga to utrzymać silne więzi w społeczności” – mówi.

„Podczas gdy w innych częściach Pakistanu różne społeczności próbują się wzajemnie obalać, my w Hunzie budujemy się nawzajem” – dodaje z dumą.

Rozmowa wraca do jej przeprowadzki w 2017 roku do Islamabadu.

Będąc tam, aby studiować na uniwersytecie, Anita, wówczas 20-letnia, niechętnie trzymała się „formy”.

„W naszej [pakistańskiej] kulturze, gdy tylko rodzi się dziewczynka, zakłada się, że po osiągnięciu pewnego poziomu wykształcenia – jeśli będzie miała szczęście – wyjdzie za mąż i będzie miała dzieci” – mówi z wyraźną irytacją.

„Życie kobiety nie powinno być ograniczone do tego” – dodaje, potrząsając głową.

„Powinna mieć prawo do dokonywania własnych wyborów. Miałam szczęście mieć wspierających rodziców, którzy wspierali mnie, gdy podjęłam ten skok wiary”.

„Kolekcjonerka Ramion”

Gdy rodzice Anity zgodzili się na jej plan kariery w MMA, bracia wzięli ją pod swoje skrzydła do treningów.

W tym pierwszym roku skupiła się na budowaniu siły fizycznej, zwinności i wytrzymałości, a także na opanowywaniu umiejętności na jej CV jako początkującej zawodniczki.

Zawodnik MMA musi być nie tylko silny, aby wytrwać na ringu – zazwyczaj przez trzy rundy po pięć minut każda – ale także musi szybko podnieść się po gradzie kopnięć, ciosów, uderzeń kolanami i łokciami, rzutów, dźwigni na stawy i duszeń.

Bracia Anity wiedzieli, z czym będzie się mierzyć. Ehtisham i Ali trenowali zawodników MMA od 2008 roku, a Uloomi zadebiutował w MMA w 2014 roku. Dlatego poddali ją miesiącom rygorystycznych treningów.

Jej szeroki uśmiech i beztroski ton powracają, gdy mówi o swoim rodzeństwie.

„Moi bracia to moi najlepsi przyjaciele, moi idole, moi mentorzy i moi najtrudniejsi trenerzy” – mówi.

Uloomi, który był wówczas jednym z najlepszych zawodników MMA w Pakistanie, nie powstrzymywał się podczas treningów z siostrą, zadając rzuty, kopnięcia kolanami i serię ciosów w jej twarz.

Jako jedyna dziewczyna na siłowni i pierwsza pakistańska zawodniczka MMA, partnerzy sparingowi Anity i przeciwnicy w walkach treningowych byli wyłącznie mężczyznami, co pomogło jej zbudować siłę do pierwszej walki.

Większość międzynarodowych zawodników podpisuje kontrakty z globalnymi promocjami, prywatnymi firmami, które zatrudniają zawodników i organizują zawody, opierając się na walkach amatorskich. Ponieważ walki MMA kobiet nie zostały wprowadzone w Pakistanie aż do 2020 roku, Anita nie mogła podążać tą drogą.

Zamiast tego brała udział w lokalnych zawodach sztuk walki, wygrała większość z nich i zyskała swój pseudonim zawodniczy „Kolekcjonerka Ramion”.

Anita nonszalancko wzrusza ramionami, wspominając bolesny incydent z meczu brazylijskiego jiu-jitsu, kiedy zwichnęła łokieć swojej przeciwniczki. Śmieje się z duchem rywalizacji, opowiadając historię, jak zdobyła ten pseudonim.

„Miałam dziewczynę na macie w pozycji Americana lock, czyli dźwigni na ramię, ale nie chciała się poddać [w walce], więc spojrzałam z pytaniem na mojego brata Uloomiego, który obserwował z mojego narożnika. Powiedział mi, żebym zastosowała większy nacisk. Pociągnęłam mocniej i poczułam, jak jej ramię staje się bezwładne” – opowiada.

„Koleżanka z drużyny tej dziewczyny weszła na matę, aby zmierzyć się ze mną, i przysięgła zemstę. Zastosowałam ten sam ruch na niej, a wynik był taki sam. Tak zdobyłam ten pseudonim”.

Łamanie kończyn nie jest powszechne w walkach sztuk walki, ale niektóre pozycje duszenia mogą skutkować złamanymi lub zwichniętymi ramionami, jeśli zawodnik, zwłaszcza amator, nie odklepie wystarczająco szybko.

Bez perspektyw na turniej MMA w kraju z powodu braku zawodów i zawodniczek, Anita zdecydowała się na zawodowe walki MMA w lipcu 2018 roku.

Jej chrzest bojowy nastąpił w Singapurze przeciwko Nyrene Crowley, doświadczonej zawodniczce z Nowej Zelandii, starszej od niej o siedem lat. Crowley zmusiła Anitę do poddania się w drugiej minucie drugiej rundy. Był to zimny prysznic dla debiutantki i coś, co zmusiło ją do przemyślenia wszystkiego od nowa.

Z powrotem na siłowni w Islamabadzie, sesje treningowe stały się bardziej wyczerpujące, a walki treningowe intensywniejsze. Siedem miesięcy później Anita wróciła na ten sam ring jako mądrzejsza i silniejsza zawodniczka.

Lżejsza na nogach, bardziej cierpliwa w ruchach i wyraźnie bardziej umięśniona, zmierzyła się z Gitą Suharsono z Indonezji w swojej drugiej walce.

Anita, mierząca 152 cm (5 stóp) wzrostu, wykorzystała swój niższy wzrost, aby dostać się pod sylwetkę Gity, wyższej o 5 cm (6 cali), i zadać ciosy hakami i prostymi, które sfrustrowały Indonezyjkę. Po trzech rundach i jednogłośnej decyzji sędziów Anita odniosła swoje pierwsze międzynarodowe zwycięstwo w MMA.

Powitanie bohaterki

Jako pierwsza Pakistanka, która wygrała międzynarodową walkę, Anita spodziewała się, że wynik wywoła fale w kraju, ale nie była przygotowana na sceny, które rozegrały się po jej powrocie kilka dni później.

Był to jeden z najbardziej niezwykłych momentów w jej życiu, a Anita z czułością pielęgnuje te wspomnienia, przywołując je ze łzami w oczach.

„Byłam oszołomiona, widząc setki kibiców skandujących moje imię i przepychających się, by bliżej mnie zobaczyć na lotnisku w Islamabadzie” – mówi, jej głos podnosi się z ekscytacji.

Przeciskając się przez tłum pod deszczem płatków, z girlandami na szyi i bukietami w ręku, Anita zatrzymała się. Grupa mężczyzn otoczyła ją w improwizowanym tańcu do tradycyjnej muzyki Hunzai.

Takie wielkie gesty są zazwyczaj zarezerwowane dla pakistańskich krykiecistów. Arshad Nadeem, złoty medalista olimpijski w rzucie oszczepem, był rzadkim wyjątkiem w 2024 roku.

„Nigdy nie widziałam tak dużego tłumu na lotnisku. Było to niezwykle wzruszające, a potem wszystko naprawdę oszalało, gdy pojechałam do Hunzy.

„W drodze do domu chłonęłam widoki i cieszyłam się spokojem, który czuję, gdy jestem w Hunzie, ale gdy tylko zbliżyliśmy się do mostu Hassanabad, scena zmieniła się dramatycznie”.

Hassanabad to ostatnie miasto wzdłuż Karakoram Highway, zanim ta przechodzi przez rzekę Hunza w kierunku Karimabadu. Most, który zawalił się w wyniku pęknięcia jeziora polodowcowego podczas powodzi w 2022 roku, służył jako wjazd do Karimabadu i jego okolic.

Anita ożywia się – prostuje się i szerzej uśmiecha – na wzmiankę o swoim rodzinnym mieście i podnosi głos, aby przebić się przez gwar z pobliskich stolików i dźwięki piosenek Billie Eilish grających w kawiarni.

„Ruch na wąskiej, jednopasmowej autostradzie został nagle przekierowany na trasę jednokierunkową aż do Karimabadu. Setki mężczyzn, kobiet i dzieci ustawiły się po obu stronach drogi, aby mnie powitać” – wspomina.

Wyjaśnia, jak zatrzymywała się w każdym miasteczku i dzielnicy po drodze, aby pozdrowić swoich fanów, zamieniając zazwyczaj 45-minutową podróż w pięciogodzinną wyprawę.

Jej głos cichnie, a ona przerywa, by wziąć głęboki oddech.

„Było to jednak warte każdej sekundy, kiedy zobaczyłam moich rodziców czekających na mnie przy progu” – mówi.

„Kiedy zaczęłam trenować w 2017 roku, nie zamierzałam bić żadnych rekordów ani chłonąć uwielbienia. Chciałam po prostu być najlepsza w czymś, co kochałam i sprawić, by moi rodzice byli dumni. Ale kiedy zobaczyłam ten wylew miłości, poczułam, że to był moment transformacyjny. Być może zmieniłam perspektywę kraju na temat kobiet w MMA”.

Gdy lokalna bohaterka szczęśliwie spędziła następny miesiąc, goszcząc gości i odwiedzając lokalne szkoły i uczelnie, aby spotkać się z nowymi, entuzjastycznymi fanami, jeden moment szczególnie zapadł jej w pamięć.

„Zostałam zaproszona na uroczystość w college’u, gdzie moja mama pracowała jako pani herbatnikowa, i kiedy poproszono nas, abyśmy wspólnie weszły na scenę, nie mogłam powstrzymać łez” – mówi drżącym głosem.

„To był mój najdumniejszy moment – moja matka została uhonorowana dzięki mnie i siedziała obok mnie”.

Trening w Tajlandii

W kawiarni Anita przyciąga kilka przelotnych spojrzeń z pobliskich stolików, ale ludzie są pochłonięci własnymi rozmowami. Z głębokim oddechem zagłębia się w najbardziej kluczowy i wymagający okres swojej kariery.

Gdy opadł kurz po jej przełomowym zwycięstwie, zespół trenerski Anity poczuł potrzebę zwiększenia intensywności jej treningów i sesji praktycznych przed większymi walkami.

Kilka miesięcy później podpisała kontrakt z Fairtex, znaną siłownią Muay Thai w Pattayi w Tajlandii, która trenowała słynnych zawodników MMA, w tym Alexa Gonga, Stamp Fairtex i Gilberta Melendeza.

Tak rozpoczęły się najbardziej wyczerpujące i samotne lata życia Anity.

Została wyrwana z bańki rodzinnej siłowni w swoim kraju i wrzucona w wir setek zawodników z całego świata w kraju o wielowiekowej historii sztuk walki.

Założyciel i właściciel Fairtex, Philip Wong, był notorycznie surowym trenerem i zmuszał swoich zawodników do granic możliwości.

Wśród 14-godzinnych dni treningowych, tęsknoty za domem i miesięcy spędzonych bez przyjaciół, w umysł Anity często wkradło się zwątpienie.

Nadal się uśmiecha, ale spogląda na swoje dłonie, nerwowo bawiąc się palcami. Zagłębia się z powrotem w swoje myśli, dzieląc się najciemniejszymi momentami z tych wczesnych lat w Tajlandii.

„Nie było łatwo. Cierpiałam psychicznie i fizycznie” – mówi, jej głos drży z emocji.

„Musiałam sobie ze wszystkim radzić sama, od obcięcia długich włosów po samotne świętowanie Eid i innych okazji, oraz radzenie sobie z poturbowanym ciałem. Były chwile, kiedy zastanawiałam się, czy to wszystko naprawdę było tego warte”.

Zapytana o to, co te chwile oznaczały, kiwa powoli głową, zanim wspomina kilka przypadków, gdy musiała sięgnąć głęboko, by wytrwać.

„Kiedyś poczułam, że moje kolano puszcza, ale dosłownie okleiłam je taśmą, żeby przygotować się do walki. Nauczyłam się lepiej gotować, bo nie mogłam żyć na tajskim jedzeniu. Miałam problemy ze skórą. Straciłam sen. Bałam się przegrać, bo to ściągnęłoby gniew szefa [Philipa]. Siedziałam pod zimnym prysznicem, żeby zagłuszyć myśli o poddaniu się.

„Wracałam myślami do momentu, kiedy zdecydowałam się porzucić studia i założyć rękawice, i mówiłam sobie: ‚Zaszłam tak daleko. Nie ma odwrotu’”.

Powoli nauczyła się radzić sobie z wątpliwościami i kontuzjami, i nawiązała przyjaźnie.

„Rozwiązywałam swoje problemy i obawy, traktując je jak układanki” – mówi, wzruszając ramionami.

Anita przesuwa dłonie po stole, jakby przestawiała kawałki wyimaginowanej układanki, by wyjaśnić, jak rozkładała i przestawiała fragmenty problemu.

„Ciągle próbowałam wymyślać różne rozwiązania, aż jedno zaskoczyło”.

Po pokonaniu wczesnych trudności Anita rozkwitła w Tajlandii. Trenowała z najlepszymi zawodnikami na świecie, w tym z mistrzynią Muay Thai i MMA Stamp Fairtex, i wspinała się po szczeblach kariery, aby reprezentować siłownię na wydarzeniach sportów walki.

Podczas swoich pięciu lat w Tajlandii wygrała cztery z pięciu kolejnych walk i zbudowała reputację jednej z najlepszych wschodzących zawodniczek MMA w Azji.

Po ukończeniu wyczerpujących treningów w Fairtex, Anita wróciła na stałe do Pakistanu w sierpniu 2024 roku, a we wrześniu tego samego roku wyszła za mąż za swojego długoletniego narzeczonego, Hassana Gula Basti, którego poznała na siłowni swoich braci.

Po prostym weselu Hunzai, para wróciła do Islamabadu, gdzie Hassan pracuje jako trener MMA i boksu.

Uśmiech Anity staje się szerszy, gdy mówi o swoim mężu i jego rodzinie.

„Są wśród moich największych fanów i zwolenników. Wszystko, czego ode mnie chcą, to abym była najlepszą zawodniczką MMA. W przeciwieństwie do większości teściów w kulturze pakistańskiej, nie ma presji, by spędzać z nimi więcej czasu, ani pośpiechu z posiadaniem dzieci”.

Walka o przetrwanie

Tydzień po rozmowie w kawiarni, Anita przedstawia fragment swojej rutyny treningowej w Fight Fortress, siłowni prowadzonej przez jej braci, gdzie wybrana grupa sportowców trenuje przez 90 minut pod czujnym okiem głównego trenera Shera Alama.

Po 45-minutowej, intensywnej rozgrzewce cardio, grupa przygotowuje się do treningu walki z ochraniaczami na golenie i rękawicami bokserskimi. Podczas walk MMA mogą nosić tylko rękawice do grapplingu, ale do treningu sportowcy dodają dodatkowe warstwy ochrony, aby zminimalizować obrażenia. Gdy zostaną podzieleni na pary, rozpoczyna się sesja kickboxingu w stylu Muay Thai.

Anita jako pierwsza zadaje ciosy. Jej zwykły radosny uśmiech zastępuje wyraz intensywnej koncentracji.

Szybkimi ruchami i lekkimi dotknięciami – chodzi o poprawę umiejętności, a nie o ranienie partnerów podczas treningu – sparuje przez kilka minut, zanim role się odwrócą. Następnie przyjmuje wysoką gardę, bokserską postawę używaną do ochrony twarzy, i porusza się z zręcznością nóg, aby pozostać poza zasięgiem przeciwnika.

Odgłos zderzających się rękawic i pomruki sparujących zawodników są sporadycznie przerywane instrukcjami trenera.

Po krótkiej przerwie na nawodnienie, pary walczą w krótkich seriach symulowanych ćwiczeń, od kopnięć po chwyty obalające i rozłożenia na ziemi. Mimo drobnej budowy Anita dorównuje wyższemu przeciwnikowi. Jednym szybkim ruchem chwyta jego nogę i trzyma go na jednej nodze w obaleniu, aż ten upada na matę.

Po zakończeniu treningu Anita odpręża się z innymi zawodnikami, wpychając się na ich zdjęcia po treningu, dzieląc się żartami i piątkami. Wkrótce następuje pożegnanie, zanim sportowcy pakują swój sprzęt i wychodzą.

Anita jednak zostaje trochę dłużej na macie i prosi Shera, aby pomógł jej odświeżyć niektóre techniki grapplingu.

Po zakończeniu pierwszej z trzech sesji treningowych tego dnia, Anita siada na macie, aby opowiedzieć o trudach przetrwania jako zawodniczka MMA w kraju opętanym przez krykiet.

Siedem lat po swoim przełomie, który uczynił ją twarzą kobiecego MMA w Pakistanie, Anita nadal nie zarabia wystarczająco na sporcie, aby opłacić rachunki i pozwolić sobie na styl życia zawodniczki.

Aby związać koniec z końcem, wykorzystuje swoje umiejętności i doświadczenie, dorabiając jako osobista trenerka dla prywatnych klientów. Podobnie jak dla większości pakistańskich zawodników, w tym jej braci i sportowców, z którymi trenuje, ta praca dorywcza jest kluczowa dla utrzymania się na powierzchni.

„Utrzymanie się jako zawodniczka MMA nie jest tanie. Potrzebujesz pieniędzy na regularne przyjmowanie drogich suplementów odżywczych, dietę wysokobiałkową oraz na rehabilitację i regenerację po większych walkach” – wyjaśnia, ocierając krople potu z czoła.

Pakistan oferuje niewiele lukratywnych długoterminowych kontraktów sponsorskich dla większości sportowców, z wyjątkiem krykiecistów. Jest to szczególnie prawdziwe dla zawodników MMA, którzy nie otrzymują żadnych stypendiów rządowych ani wsparcia finansowego.

Znalezienie sponsorów, przekonanie ich do zaangażowania się w sport, który nie jest krykietem, i upewnienie się, że nie wycofają się z umowy, to wszystko część ciężkiej pracy zawodnika.

Anita nie zapisała się na żadne międzynarodowe wydarzenie od swojej ostatniej walki w styczniu 2024 roku, co przypisuje trudnościom w uzyskaniu wizy z pakistańskim paszportem i negocjowaniu warunków z globalnymi promocjami MMA.

Ale nie rozpacza nad tymi problemami. Zamiast tego z niecierpliwością oczekuje na walkę o pierwszy w Pakistanie tytuł MMA kobiet w sobotę.

Niezależnie od tego, czy przygotowuje się do zbliżającej się walki, czy po prostu trenuje, Anita wie, że utrzymanie pewności siebie i pozostanie w kontakcie ze swoimi korzeniami jest kluczowe dla jej sukcesu.

„Pod koniec każdej sesji treningowej publikuję selfie, żeby poczuć się dobrze ze sobą i z wykonaną pracą, włączam muzykę buruszańską na słuchawkach, zamykam oczy i pozwalam jej przenieść mnie z powrotem do Hunzy”.


Źródło: https://www.aljazeera.com/sports/2026/1/9/i-didnt-set-out-to-break-records-pakistans-first-female-mma-fighter