Samira Simporé stoi na czele sceny artystycznej Burkina Faso, lecz jej największa walka nie toczy się z płótnem czy gliną. Toczy się z niewidzialnością.
Jako jedna z pionierek string artu w swojej ojczyźnie, Samira na nowo definiuje to, jak sztuka może wyglądać — i kto ma ją zobaczyć. Jej medium? Żywe nici rozciągnięte na misternie rozmieszczonych gwoździach, tworzące skomplikowane wzory geometryczne i uduchowione portrety, które zdają się tętnić życiem. Jest to praca skrupulatna, medytacyjna i absolutnie hipnotyzująca.
Mimo całej swojej innowacyjności, Samira napotyka na jedną, uporczywą przeszkodę: nieznajomość jej rzemiosła.
„Publiczność jest przyzwyczajona do sztuk wizualnych,” wyjaśnia, jej głos niesie zarówno determinację, jak i zmęczenie. „Moim największym wyzwaniem jest teraz promowanie tych prac — konkretnie, uczynienie ich bardziej widocznymi. Brałam udział w wystawie, gdzie większość wystawców to byli artyści wizualni, a ja byłam praktycznie jedyną osobą prezentującą ten styl sztuki.”
W morzu obrazów była samotną nicią. Ale ta samotność, jak wierzy, powoli staje się jej siłą.
Według Aboubacara Sangi — artysty wizualnego, promotora sztuki i bystrego obserwatora ewolucji kulturowej — string art wcale nie jest obcy dla ziemi Burkinabè. Jego DNA, jak twierdzi, można prześledzić wstecz do tradycji dziewiarskich afrykańskich kobiet, rzemiosła przekazywanego z pokolenia na pokolenie zarówno jako praca, jak i wyraz miłości.
„Ekonomicznie, to także plus dla gospodarki,” zauważa Aboubacar, „ponieważ są to materiały, które trzeba kupić. Ale poza tym, myślę, że daje to publiczności możliwość odkrycia sztuki w inny sposób. W niektórych kontekstach, gdzie malarstwo może nie rezonować, string art może rezonować — poprzez swoje podejście, przystępność cenową i styl.”
To potężne przypomnienie: innowacja nie zawsze przychodzi z zewnątrz. Czasami jest utkana z tkaniny tego, co już istnieje — na nowo wyobrażona, podniesiona i stworzona na nowo.


