Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) apeluje o zachowanie spokoju. Przestrzega przed wybuchem paniki po wykryciu we Francji pierwszego przypadku zarażenia śmiertelnym wirusem Ebola. Pacjentem jest lekarz, który pracował w ogarniętej kryzysem Demokratycznej Republice Konga (DRK). Mężczyzna powrócił do Europy na pokładzie samolotu komercyjnego. Dyrektor generalny WHO, Tedros Adhanom Ghebreyesus, wydał w środę specjalne oświadczenie. Podkreślił w nim, że sytuacja wymaga pełnej mobilizacji służb sanitarnych. Mimo to globalne ryzyko rozprzestrzenienia się epidemii wciąż pozostaje na niskim poziomie. Przypadek ten stawia jednak w stan gotowości systemy medyczne w Paryżu oraz innych europejskich stolicach.
Co się właśnie wydarzyło?
Francuskie Ministerstwo Zdrowia potwierdziło już tożsamość zakażonego medyka. To wolontariusz organizacji pozarządowej ALIMA (Alliance for International Medical Action). Mężczyzna niósł pomoc chorym w Afryce Środkowej. Wolontariusz wszedł na pokład samolotu w Kinszasie niemal bezobjawowo. Uskarżał się jedynie na lekkie bóle głowy. Jego stan pogorszył się jednak w trakcie lotu.
Personel pokładowy zareagował natychmiast. Po wylądowaniu w Paryżu lekarza odizolowano i przetransportowano do wyspecjalizowanej placówki medycznej. Stało się to jeszcze przed uzyskaniem dodatniego wyniku testów laboratoryjnych. Przedstawiciele resortu zdrowia uspokajają opinię publiczną. Stan pacjenta jest stabilny, a jego ładunek wirusowy określono jako bardzo niski. Obecnie trwa rygorystyczne dochodzenie epidemiologiczne. Służby chcą zidentyfikować wszystkie osoby, które miały kontakt z chorym podczas podróży.
Dlaczego więc to ma znaczenie?
To pierwszy przypadek gorączki krwotocznej Ebola wykryty poza kontynentem afrykańskim podczas obecnej fali zachorowań. Epidemia dotknęła już także sąsiednią Ugandę. Wywołało to zrozumiałe zaniepokojenie opinii publicznej na Zachodzie. Szef WHO wzywa jednak do spojrzenia na sprawę z odpowiedniej perspektywy. Przypomniał ważny fakt statystyczny. W Afryce w ciągu ostatniego półwiecza odnotowano tysiące przypadków Eboli. Tymczasem w ciągu ostatnich 50 lat poza tym kontynentem wykryto ich łącznie mniej niż 30.
Wydarzenie to przypomina o ogromnym niebezpieczeństwie. Na ryzyko wystawieni są pracownicy misji humanitarnych i lekarze pierwszego kontaktu w strefach kryzysowych. Dotychczas w Afryce zakażeniu uległo blisko 80 medyków. Bezpieczeństwo personelu międzynarodowego oraz sprawna koordynacja ewakuacji medycznej wymagają ścisłego współdziałania mocarstw zachodnich. O tym, jak kluczowe dla ochrony zdrowia publicznego jest globalne zaufanie państw, pisaliśmy w kontekście działań dyplomatycznych w materiale ONZ przyjmuje rezolucję umacniającą odpowiedzialność za ataki na siły pokojowe.
Jak wygląda sytuacja w ognisku epidemii?
Sytuacja w samej Demokratycznej Republice Konga jest drastycznie odmienna od tej w Europie. To już 17. oficjalny wybuch epidemii Eboli w historii tego kraju. Ogłoszono go 15 maja po serii unexplained deaths w prowincji Ituri. Region ten jest bogaty w surowce mineralne. Pozostaje jednak skrajnie niestabilny i targany konfliktami zbrojnymi.
Według najnowszych danych bilans epidemii w DRK wygląda następująco:
Liczba zarejestrowanych przypadków: ponad 1000
Liczba ofiar śmiertelnych: 267 osób
Wskaźnik śmiertelności (fatality rate): około 25%
Z tego powodu WHO ocenia ryzyko zdrowotne wewnątrz DRK jako „bardzo wysokie”. Dla krajów ościennych, takich jak Uganda, ryzyko określono jako „wysokie”. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym walkę z wirusem jest obecność lokalnych grup partyzanckich. Ugrupowania te stale destabilizują region. Kryzysy humanitarne nakładają się na brutalną rywalizację geopolityczną i wymagają zaangażowania mocarstw. Zabezpieczenie logistyczne personelu medycznego w Afryce staje się kolejnym testem dla sprawności zachodnich programów pomocowych.
Artykuł powstał na podstawie oficjalnych komunikatów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz oświadczeń francuskiego Ministerstwa Zdrowia.


