W ciągu tygodnia dwie przeciwstawne pozycje w sporze o Falklandy zostały jasno przedstawione na dwóch odrębnych arenach: poparcie rządów Ameryki Południowej dla argentyńskiego roszczenia do suwerenności oraz obrona samostanowienia, którą dwóch przedstawicieli mieszkańców wysp przedstawiło Organizacji Narodów Zjednoczonych. Żadne z tych oświadczeń nie było odpowiedzią na drugie, ale razem ilustrują one dystans między dwiema trudnymi do pogodzenia logikami.
Najnowsze miało miejsce 30 czerwca, na zakończenie 68. szczytu prezydenckiego Mercosur w Asunción, kiedy to państwa członkowskie i stowarzyszone bloku wydały Specjalną Deklarację, ponownie wyrażającą swoje poparcie dla „legalnych praw” Argentyny w sporze o suwerenność nad Falklandami, Georgią Południową, Sandwichami Południowymi i otaczającymi je obszarami morskimi. Tekst – podpisany przez prezydentów Paragwaju, Boliwii, Brazylii i Urugwaju oraz argentyńskiego ministra spraw zagranicznych Pablo Quirno, pod nieobecność prezydenta Javiera Milei – zakwestionował brytyjską działalność gospodarczą na spornym obszarze i powierzył Urugwajowi, jako tymczasowemu prezydentowi, zadanie nowego podejścia do ONZ w celu wznowienia dwustronnych negocjacji. Oświadczenie nie było nowością, lecz ratyfikacją stanowiska, które blok powtarzał na każdym szczycie od Deklaracji z Potrero de los Funes z 1996 roku.
Pięć dni wcześniej, 25 czerwca, dwójka członków Zgromadzenia Ustawodawczego Falklandów, Dorothy „Dot” Gould i Michael Goss, przedstawiła Komitetowi ONZ ds. Dekolonizacji (C24) stanowisko, które wychodzi z przeciwnego założenia. Oboje bronili prawa mieszkańców archipelagu do samostanowienia i ponowili zaproszenie – nigdy nie zaakceptowane od 1965 roku – dla komitetu do wysłania misji wizytującej na Wyspy. Goss bezpośrednio zakwestionował sam schemat, który popiera Mercosur: dwustronne negocjacje między Argentyną a Wielką Brytanią w sprawie przyszłości Wysp bez udziału ich mieszkańców. „To nie są negocjacje. To jest przejęcie własności ubrane w dyplomację” – powiedział, argumentując, że skoro argentyńska Konstytucja ustanawia odzyskanie suwerenności jako „stały i niezbywalny” cel, wynik wszelkich negocjacji byłby z góry przesądzony.
Kontrast skupia się na rozróżnieniu, które Goss przedstawił przed komitetem: różnicy między „interesami” mieszkańców wysp a ich „życzeniami”. Podczas gdy rezolucje, na które powołują się Argentyna i Mercosur, mówią o uwzględnianiu „interesów” ludności – które, zdaniem mieszkańców wysp, mogą być definiowane przez innych – przedstawiciele domagali się uznania ich „życzeń”, wyrażanych przez nich samych. Gould ze swojej strony odwołała się do osobistego świadectwa: wspomniała o przybyciu na Wyspy w wieku pięciu lat, opisała społeczność liczącą około 3600 osób z ponad siedemdziesięciu krajów pochodzenia i podkreśliła, że terytorium finansuje swoją opiekę zdrowotną i edukację, nie prosząc Wielkiej Brytanii o pieniądze. Oboje cytowali referendum z 2013 roku, w którym 99,8% głosujących opowiedziało się za pozostaniem Brytyjskim Terytorium Zamorskim.
Te dwie pozycje odzwierciedlają niekompatybilne interpretacje tej samej zasady. Argentyna rości sobie prawo do suwerenności jako polityka państwowa i utrzymuje, że rezolucje ONZ nie przewidują samostanowienia mieszkańców wysp, których uważa za przesiedloną populację; Mercosur popiera to roszczenie i wzywa do wznowienia negocjacji. Wielka Brytania, która administruje archipelagiem od 1833 roku, uzależnia wszelkie negocjacje od życzeń mieszkańców i broni ich prawa do samostanowienia. Mieszkańcy wysp, którzy nie są formalną stroną sporu między dwoma państwami, domagają się, aby nią być. Ten tydzień skondensował, bez bezpośredniej wymiany zdań, istotę sporu, który ONZ bada od sześciu dekad.


