Donald Trump uczy entuzjastów kryptowalut cennej lekcji

Geopolityczna i finansowa rzeczywistość 2026 roku nie pozostawia złudzeń. Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu miał być ostatecznym triumfem dla entuzjastów cyfrowych aktywów. Zamiast tego stał się on dla nich bolesną lekcją surowego pragmatyzmu.

Jako późny konwertyta, Trump zjednoczył wokół siebie świat kryptowalut podczas kampanii wyborczej w 2024 roku. Wcześniej, podczas pierwszej kadencji, otwarcie potępiał ten system. Nazywał go wtedy zwykłym oszustwem. W trakcie ostatnich wyborów obiecał jednak, że Ameryka stanie się światową stolicą kryptowalut. Zapowiedział poluzowanie regulacji. Obiecał też powołanie przyjaznego cyfrowym monetom szefa SEC. Wszystkie te obietnice zrealizował. Przy okazji zgromadził jednak ogromną osobistą fortunę.

Dokumenty opublikowane w zeszłym tygodniu ujawniają skalę tego sukcesu. Trump wraz z rodziną zarobił 1,4 miliarda dolarów na przedsięwzięciach kryptowalutowych. Wynik ten osiągnął od momentu ponownego objęcia urzędu prezydenta USA.

Bezcenna lekcja pragmatyzmu

Prezydent USA wyraźnie pozostał sceptykiem. W swoich transakcjach Trump i jego rodzina stosowali bezpieczną taktykę. Brali gotówkę z góry lub zarabiali na prowizjach handlowych. Nigdy nie przetrzymywali kryptowalut jako długoterminowych aktywów. Ta strategia uchroniła ich przed gwałtownymi wahaniami rynku. W tym samym czasie ich najwierniejsi zwolennicy stracili gigantyczne sumy.

Oprócz biznesu World Liberty Financial, prowadzonego przez synów Donalda Juniora i Erica, Trump zarobił fortunę na rynku alternatywnym. Mowa o kwocie 636 milionów dolarów z emisji tak zwanego meme coina. Token o nazwie $TRUMP nie posiadał żadnej fundamentalnej wartości. Jego giełdowy kurs szybko się załamał. W efekcie milion drobnych inwestorów poniosło straty szacowane na 3,8 miliarda dolarów.

Kryptowaluty utraciły swój dawny status renegata. Stały się po prostu kolejnym instrumentem do czystej spekulacji. Dzisiejsze załamanie sektora pokazuje, że powszechna akceptacja odebrała Bitcoinowi jego rewolucyjny urok.

Gdy „nigdy” oznacza coś innego: Dramat Saylora

Michael Saylor próbował ratować nastroje w zeszłym tygodniu. Kurs akcji jego firmy MicroStrategy gwałtownie wzrósł po nagłym pozyskaniu kapitału. Biznesmen natychmiast opublikował w sieci kolejną optymistyczną wizję przyszłości Bitcoina.

Jednak Saylor działa obecnie pod ogromną presją. Wartość giełdowa jego firmy tąpnęła o 78 procent w ciągu ostatniego roku. Stało się tak pomimo zeszłotygodniowego, chwilowego odbicia. Człowiek, który niedawno grzmiał: „nigdy nie sprzedawaj swojego Bitcoina”, musiał złamać własną zasadę. W zeszłym miesiącu zaczął wyprzedawać małe partie tokenów. Z kolei w zeszłym tygodniu autoryzował program sprzedaży rezerw o wartości do 1,25 miliarda dolarów.

Ryzykowna gra na giełdzie

Saylor przeszedł z branży oprogramowania na rynek krypto w 2020 roku. Przez lata surfował na fali gigantycznych wzrostów. Jego agresywne podejście wybiło akcje MicroStrategy wysoko ponad wartość posiadanych Bitcoinów. Finansista wykorzystywał tę premię do zakupów kolejnych monet. Aby zdobyć fundusze, sprzedawał akcje z gwarantowaną dywidendą na poziomie 12 procent.

Ten mechanizm działał idealnie podczas hossy. Problem pojawił się, gdy październikowe spadki przeszły w pełny krach. Wypłata gwarantowanych zysków stała się niemożliwa. Firma zgłosiła stratę netto w wysokości 27 miliardów dolarów w ciągu zaledwie dwóch kwartałów. Teraz Saylor musi wyprzedawać aktywa, by zachować płynność. To jego jedyna strategia przetrwania.

Cyfrowa gorączka ustępuje sztucznej inteligencji

Dawniej nagłówki gazet żyły upadkiem giełdy FTX. Dzisiaj problemy dotykają największych instytucji finansowych sektora krypto. W marcu amerykański dostawca płynności BlockFills oficjalnie ogłosił upadłość. Jednak całą branżę podkopuje coś znacznie bardziej namacalnego. Chodzi o rosnące koszty energii elektrycznej.

Sieć Bitcoina opiera się na pracy tak zwanych górników. Przetwarzają oni transakcje za pomocą ogromnej mocy obliczeniowej. W zamian otrzymują prowizje oraz nowe monety. Ten proces wymaga gigantycznych ilości prądu. Obecnie nowe tokeny są coraz trudniejsze do wydobycia. Przez to cały proceder stał się skrajnie energochłonny.

Gdy cena Bitcoina spadła do poziomu 63 000 dolarów, rentowność koparek drastycznie zmalała. To mniej niż połowa wartości zeszłorocznego szczytu. Wysokie ceny energii całkowicie pochłaniają zyski operacyjne.

Nowa rola infrastruktury

W tym miejscu na scenę wkracza sztuczna inteligencja (AI). Wielkie korporacje technologiczne prowadzą wyścig o budowę nowych centrów danych w USA. Hale do wydobywania kryptowalut posiadają już gotowe przyłącza do sieci energetycznej. Dysponują też zaawansowanymi systemami chłodzenia. Z tego powodu górnicy masowo zmieniają profil działalności. Wybierają wsparcie dla algorytmów AI. Ten biznes oferuje stabilne marże i bezpieczne zwroty z inwestycji.

Ofiarą tych zmian padła m.in. spółka American Bitcoin, kontrolowana przez Erica Trumpa. We wrześniu zeszłego roku inwestorzy masowo kupowali jej akcje. Wycena giełdowa firmy skoczyła do poziomu 13,2 miliarda dolarów. Zarząd deklarował, że potrafi kopać kryptowaluty znacznie taniej niż konkurencja. Gdy jednak wartość Bitcoina spadła o połowę, ta przewaga zniknęła. Cena akcji runęła z poziomu 142 dolarów do zaledwie 7,48 dolara. Zwolennicy prezydenckiej rodziny znów zostali z gigantycznymi stratami.

Zmierzch rewolucji i geopolityczne realia

Bitcoin narodził się w 2009 roku jako odpowiedź na globalny kryzys finansowy. Wtedy system bankowy chwiał się w posadach, a miliony ludzi traciły pracę. Obietnica niezależnego pieniądza, wolnego od kaprysów banków centralnych, była niezwykle kusząca.

Po 17 latach ta wizja poniosła porażkę. Cyfrowe monety są rzadko używane w codziennych płatnościach. Nie chronią też przed inflacją. Ich ekstremalna zmienność wyklucza je jako bezpieczny środek przechowywania wartości. Jedynym użytecznym narzędziem stały się stablecoiny. Są one jednak sztywno powiązane z tradycyjnym dolarem amerykańskim. Kryptowaluty powróciły więc do punktu wyjścia. Stały się instrumentem hazardowym, a ich popularność systematycznie maleje.

Rozproszenie uwagi Waszyngtonu

Te finansowe turbulencje w USA nakładają się na trudną sytuację międzynarodową. Amerykańska administracja musi dziś dzielić swoją uwagę pomiędzy rynki wewnętrzne a stabilność globalną.

Z tego powodu uwaga zachodnich mocarstw jest mocno rozproszona przez inne nagłe wydarzenia na świecie:

Tradycyjny hazard krypto ustępuje dziś miejsca rynkom predykcyjnym, takim jak Polymarket czy Kalshi. Platformy te pozwalają obstawiać wyniki wyborów, wskaźniki gospodarcze, a nawet warunki pogodowe. Pozostają one w dużej mierze nieuregulowane. W tych realiach mało kto chce jeszcze stawiać na długoterminową przyszłość Bitcoina. Donald Trump pokazał branży, że prawdziwy zysk buduje się na twardej gotówce, a nie na cyfrowych iluzjach.

Artykuł powstał na podstawie oficjalnych oświadczeń majątkowych Białego Domu, raportów finansowych MicroStrategy oraz analiz amerykańskiego rynku energetycznego z lipca 2026 roku.


Źródło: https://www.abc.net.au/news/2026-07-07/trump-teaches-crypto-devotees-valuable-lesson/106886386