Globalna fala chłodzenia rynków finansowych uderzyła z pełną siłą w południową półkulę. W środę, 1 lipca 2026 roku, uwaga inwestorów skupiła się na raporcie firmy analitycznej Cotality. Wynika z niego jasno, że czerwiec przyniósł tąpnięcie na australijskim rynku mieszkaniowym. Krajowy indeks wartości nieruchomości spadł o 0,4 procent. Stanowi to najbardziej dotkliwy miesięczny regres od grudnia 2022 roku. Warto zauważyć, że rynek wszedł już w fazę pełnego trendu spadkowego. Potwierdzają to zresztą eksperci z całej branży.
Sydney i Melbourne na czele korekty
Głównymi motorami obecnych spadków są dwie największe australijskie metropolie. Ze względu na wcześniejszą drożyznę okazały się one najbardziej wrażliwe na zacieśnianie polityki pieniężnej. W czerwcowym zestawieniu Sydney odnotowało potężny spadek wartości domów o 1,2 procent. Mianowicie w tym samym czasie rynek w Melbourne skurczyło się o 1 procent. Zrewidowane dane Cotality pokazują też, że szczyt cyklu koniunkturalnego cała branża osiągnęła w marcu tego roku. W ujęciu kwartalnym ceny spadły o 0,7 procent. Co więcej, ten spadkowy trend w pełni potwierdzają również alternatywne analizy platformy PropTrack.
Obecny krajobraz na rynku nieruchomości kształtuje się następująco:
Sydney i Melbourne notują najszybsze spadki z powodu gwałtownego przyrostu liczby ofert sprzedaży.
Brisbane, Perth i Adelaide do niedawna opierały się kryzysowi, ale ich dynamika wzrostu drastycznie wyhamowała.
Darwin i Hobart wyłamały się z ogólnego trendu, notując wzrosty odpowiednio o 1,4 i 0,6 procent.
Matthew Hassan, starszy ekonomista banku Westpac, wskazuje na przyczyny tych różnic. W miastach takich jak Brisbane czy Perth zapasy ofert pokrywają zaledwie jeden do dwóch miesięcy sprzedaży. W konsekwencji rynek jest tam bardzo płytki. Z kolei zrównoważony rynek wymaga rezerw na poziomie czterech lub pięciu miesięcy. To właśnie ten strukturalny brak podaży chroni mniejsze stolice stanowe przed głębszym tąpnięciem.
„Idealna burza” uderza w popyt
Gerard Burg, szef badań w Cotality, określił obecną sytuację mianem idealnej burzy czynników makroekonomicznych. Rynek zaczął słabnąć pod ciężarem barier przystępności cenowej już wcześniej. Działo się to jeszcze zanim Bank Rezerw Australii (RBA) zdecydował się na podwyżki stóp. Trzy kolejne decyzje o podniesieniu kosztu pieniądza w tym roku ostatecznie przetrąciły kręgosłup popytowi. Przełożyło się to bezpośrednio na drastyczne obniżenie zdolności kredytowej przeciętnego gospodarstwa domowego.
Nie bez znaczenia pozostaje również skomplikowana sytuacja międzynarodowa. Niepewność wywołana przez dwie sprzeczne umowy Donalda Trumpa i utrzymujący się konflikt na Bliskim Wschodzie uderzyły w koszty energii. O tym, jak Waszyngton lawiruje w tamtejszym regionie, pisaliśmy szerzej w artykule Labirynt Trumpa na Bliskim Wschodzie. Dwie sprzeczne umowy i geopolityczny hazard Waszyngtonu. Droższe surowce energetyczne oraz rosnące stopy procentowe drastycznie pogorszyły nastroje konsumenckie na antypodach.
Sytuację na rynku dodatkowo komplikuje polityka wewnętrzna. Wprowadzone przez rząd federalny zmiany w prawie podatkowym wywołały popłoch wśród inwestorów. Według danych Westpac liczba wniosków o kredyty inwestycyjne runęła aż o 20 procent. Dlatego też inwestorzy wstrzymują się z decyzjami zakupowymi. Chcą oni po prostu precyzyjnie oszacować rentowność swoich portfeli w nowej rzeczywistości prawnej.
Deweloperzy w pułapce kosztów
Intencją rządu federalnego było przekierowanie kapitału inwestycyjnego na nowe budownictwo. Chodziło o skuteczne zwiększenie podaży nowych mieszkań. Z analiz Westpac wynika jednak, że ten mechanizm na razie nie działa. Inwestorzy po prostu wycofują się z rynku, zamiast finansować nowe projekty deweloperskie.
Sytuację z perspektywy placu budowy dramatycznie oceniają sami przedsiębiorcy. Louie Beaini, dyrektor generalny Sydney Rosewell Group, wskazuje na rosnące koszty. W ciągu minionego roku wydatki na budowę wzrosły o 20 do 30 procent. W połączeniu z droższym finansowaniem bankowym i spadającymi cenami lokali, rentowność inwestycji stoi pod znakiem zapytania. Benjamin Ong z tej samej grupy deweloperskiej dodaje krótko: popyt na mieszkania realnie istnieje. Jednak po trzech podwyżkach stóp procentowych ludzie utracili możliwość sfinansowania zakupu. Bez systemowego uproszczenia procedur urzędowych rynkowi grozi długotrwały paraliż.
Artykuł powstał na podstawie czerwcowego raportu ekonomicznego firmy analitycznej Cotality, danych indeksu cenowego PropTrack oraz analiz portfela kredytowego banku Westpac.
Źródło: https://www.abc.net.au/news/2026-07-01/national-property-prices-market-decline-cotality/106857980


