Geopolityczny krajobraz Bliskiego Wschodu zyskał nowe, skomplikowane ramy prawne. W czerwcu 2026 roku prezydent USA Donald Trump oraz przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf złożyli elektroniczne podpisy pod 14-punktowym memorandum o porozumieniu (MoU). Ten krok formalnie wstrzymał wyniszczającą, trwającą 109 dni wojnę między oboma mocarstwami. Pomimo to sytuacja w Cieśninie Ormuz pozostaje skrajnie niestabilna. Najnowsze analizy wskazują mianowicie, że pakt nie zrodził się z wzajemnego zaufania. Jest on raczej wynikiem osiągnięcia progu wzajemnego, bolesnego pata ekonomicznego i militarnego. Temu procesowi z ogromnym niepokojem przyglądają się stolice w Europie, obawiając się kolejnych wstrząsów na rynkach surowców.
Co kryje się za nowym porozumieniem?
Wypracowany przy intensywnej mediacji Pakistanu oraz Kataru dokument zakłada zniesienie amerykańskiej blokady morskiej. W zamian za to Teheran zobowiązał się do ponownego otwarcia strategicznych szlaków wodnych. Warto zauważyć, że ta wojna gospodarcza doprowadziła wcześniej do drastycznego wzrostu światowych cen energii. O rynkowych skutkach tego klinczu informuje nasz raport Spadek cen ropy naftowej. Surowiec najtańszy od wybuchu wojny w Iranie.
Jednakże eksperci cytowani przez stację Al Jazeera tonują nastroje, nazywając pakt „porozumieniem wymuszonym”. Choć liczba otwartych ataków drastycznie spadła, to starcia militarne nie ustały całkowicie. Incydenty zbrojne odnotowano m.in. w ubiegły piątek i sobotę.
Obecna struktura porozumienia różni się fundamentalnie od dawnych układów:
Jasne łańcuchy dowodzenia: W przeciwieństwie do niestabilnych rozejmów w Strefie Gazy czy Libanie z lat 2024–2025, gdzie stronami były rozproszone podmioty niepaństwowe (Hamas, Hezbollah), obecny pakt zawarły dwa silne organizmy państwowe.
Układ twardogłowych: Umowa z 2015 roku (JCPOA) była projektem liberalnym. Z kolei obecne MoU to surowy układ między służbami bezpieczeństwa Iranu a republikańskim Białym Domem. Wskutek tego porozumienie jest mniej wyrafinowane, ale potencjalnie trwalsze.
Wzajemne odstraszanie: Zarówno Waszyngton, jak i Teheran mają obecnie znacznie więcej do stracenia w wyniku ewentualnego załamania dyplomacji niż z racji bolesnych kompromisów.
Dlaczego więc to ma znaczenie?
Trzymiesięczny konflikt, zapoczątkowany brutalną ofensywą 28 lutego, przyniósł katastrofalne skutki. Według szacunków Middle East Council for Global Affairs w stronę celów wystrzelono około 7200 pocisków, z czego niemal 80 procent uderzyło w infrastrukturę cywilną. Bezpośrednie uderzenia w miasta Zatoki Arabskiej miały drastycznie podnieść koszty wojny dla Zachodu. Zapewne ta sytuacja obnażyła wyraźne granice amerykańskiej potęgi militarnej na Bliskim Wschodzie.
Z tego powodu szybkie zamrożenie konfliktu z Iranem stało się dla Waszyngtonu absolutnym priorytetem strategicznym. Stany Zjednoczone muszą bowiem pilnie uwolnić swoje zasoby logistyczne i wywiadowcze, aby skoncentrować je na kluczowym froncie. Amerykańska administracja wspólnie z dowództwem NATO nieustannie koordynuje misje obronne w Europie Wschodniej. Tam przecież Ukraina stale odpiera pełnoskalową rosyjską inwazję. Stabilizacja sytuacji wokół Cieśniny Ormuz pozwala zatem USA na powrót do pełnego zaangażowania w zabezpieczanie wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Co przyniosą nadchodzące negocjacje?
Obie strony wchodzą obecnie w 60-dniowe okno negocjacyjne. Ma ono posłużyć wypracowaniu trwałych procedur technicznych. Dyplomaci opisują obecny stan jako „pesymizm-optymizm”. Oznacza to, że nikt nie liczy na trwałą przyjaźń, a celem jest wyłącznie sprytne zarządzanie rywalizacją na krawędzi otchłani.
Wskutek tego we współczesnym świecie stabilność polityczna zależy od precyzyjnych regulacji oraz kontroli przepływu informacji i technologii. Podobne mechanizmy obronne, mające na celu ochronę państw przed destrukcyjnym wpływem zewnętrznych podmiotów, opisywaliśmy w artykule Australia idzie na wojnę z Doliną Krzemową. Rząd szykuje bat na algorytmy i wielki technologiczny biznes. Wymuszone potyczki w portach oraz wzajemne oskarżenia to w opinii analityków jedynie brutalne przedłużenie dyplomacji. Każda ze stron chce w ten sposób zmaksymalizować swoje zyski przed ostatecznymi rozmowami w Szwajcarii.
Artykuł powstał na podstawie analiz Middle East Council for Global Affairs, raportów Center for International Policy oraz publikacji sieci Al Jazeera.


